Playlista

wtorek, 15 października 2013

Rodział I




Rodzice wmawiali mi, że szczęście jest najważniejsze. Mimo, iż kompletnie nie przyznawałam im racji, trzymałam to w tajemnicy. Działo się tak przez 20 lat mojego życia. Nareszcie mogłam wygarnąć mamie wszystkie "kłamstwa". Był to jeden z najgorszych okresów mojego życia. Alkohol odebrał mi tatę. Co prawda nienawidziłam go z całego serca, ale w końcu był moim rodzicem, bez niego nie byłoby tego, co dzieje się teraz.
Był pi
ękny, zimowy poranek. Dlaczego piękny? Otóż zima była jedną z moich ulubionych pór roku. Wtedy dużo chorowałam i nie musiałam chodzić na uczelnie. Chciałam być filozofem. Ku mojemu zdziwieniu wstałam bez zatkanego nosa i chrypy. Przygotowałam się na egzamin i wyszłam. Na studiach, jak to studiach było mnóstwo ludzi. Jednak na moim kierunku było ich niewielu. Od zawsze kochałam to, co innych odrzucało lub nudziło. W całej grupie miałam wielu "przyjaciół". Szczerze mówiąc nie wiem, czemu ich tak nazwałam. Oni tylko spisywali ode mnie notatki i kazali mi odrabiać prace domowe.
Zacz
ęłam przeglądać książki, gdy przypomniało mi się, że zostawiłam jedną pod poduszką, bo bardzo lubiłam mieć obok siebie jakąś lekturę. Nie wiedziałam, co zrobić. Myślałam o pożyczeniu, ale nie wiedziałam kogo o to poprosić. Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak.
-Hej Marti. Widz
ę, że czegoś szukasz. - odezwał się.
-Zaiste masz racj
ę. A ty to... - próbowałam wymusić od niego tożsamość.........
-Harry. - odpowiedział, puszczaj
ąc mi oczko. - Proszę, weź moją
ksi
ążkę. Nie muszę zdać tego egzaminu.- ciągnął z nadzieją w głosie.
Zdziwiło mnie,
że są jeszcze na tym świecie uprzejmi ludzie, w dodatku płci przeciwnej niż moja. --To co? Bierzesz? - zapytał. -Wolę sama nie zdać, niż żebyś ty to zrobił. - odpowiedziałam. -Wielkie dzięki! - krzyknął, odchodząc. Weszłam do klasy, siadając w pierwszym rzędzie. Wciąż zastanawiałam się nad tym, czemu ten chłopak nie chciał zdać dzisiejszego egzaminu. Właściwie to jego sprawa, więc nie powinnam o tym myśleć. Spojrzałam na profesora. Wyglądał dziwacznie. Walnął się w czoło i oznajmił, że zapomniał o testach. Wszyscy wiwatowali, nawet ja. Dzisiaj mi się upiekło. Postanowiłam porozmawiać z tym całym Harry'm. Próbowałam namierzyć go wzrokiem, udało się. Właśnie zmierzał ku męskiej toalecie. -Harry! - wrzasnęłam z całych sił, lecz on mnie nie usłyszał. Zdecydowałam, że podążę za nim. Każdy krok stawiałam niepewnie. Gdy wreszcie stałam pod drzwiami, przygryzłam wargę i nacisnęłam klamkę. Moim oczom ukazał się Harry z grubą igłą w ręce. Obok niego porozrzucane były książki. -Co ty najlepszego wyprawiasz?! - spytałam z niedowierzaniem. -Ty tego nie zrozumiesz, nikt nie zrozumie! - powiedział, a igła przebiła mu rękę na wylot. Chciałam wyjąć mu ją z ręki, ale Harry zamachnął się i dał mi kuksańca prosto w oko. Częściowo oślepłam, zasłoniłam dłonią powiekę i złapałam chłopaka za rękę. Krew płynęła wąskim strumieniem po jego przedramieniu. Wyciągnęłam igłę z żyły, po czym usiadłam na ziemi. Harry wyglądał na wściekłego. Gdy spojrzałam w jego oczy, zła zmarszczka zniknęła mu z twarzy. Pojawił się na niej żal i skrucha. Schował głowę w ręce, a ja tylko mu się przyglądałam. Po pewnym czasie, powiedział tak: -Martyno, ja...Martyno, ja nie wiem, jak cię przeprosić.
Nic nie odpowiedziałam, cho
ć miałam ochotę to zrobić. Wiedziałam, że Harry musi mieć jakiś problem. To nie był czas na wytykanie błędów, to się stało i trzeba żyć dalej.
-Nie musisz. We
ź lepiej pokaż rękę. - powiedziałam po chwili.
Chłopak posłusznie wyci
ągnął rękę. Krew zdążyła zakrzepnąć. Wzięłam trochę papieru toaletowego, wyciągnęłam z plecaka wodę. Zajrzałam też o apteczki, gdzie znajdował się bandaż. Zabezpieczyłam rękę Harry'ego, a on dziwacznie się uśmiechnął. Spojrzał na mnie, a ja na niego, między nami było tylko i wyłącznie powietrze. Zapomniałam o sińcu pod okiem i skupiłam wzrok na pięknych oczach, które uzależniały jak narkotyk.
-Je
śli możesz to powiedz.- wycedziłam. On wiedział, że chodziło mi o tą dzisiejszą sytuację.
-Rodzice, moi rodzice zmusili mnie do chodzenia na te studia. Mnie to nie poci
ąga, chcę robić to, w czym czuję się dobrze. - wytłumaczył.
To co usłyszałam wydało mi si
ę okropne. Przecież każdy rodzic powinien pomagać dziecku spełniać marzenia, a nie je rujnować. Przyznam, że w tamtym momencie nie przyszły mi na myśl te słowa, byłam w szoku.
-Harry, jako
ś mi głupio. - wydukałam, pokrywając się rumieńcem. On natomiast spojrzał na mnie pytająco. Ja tylko przytuliłam go czule. On potrzebował wsparcia tak ,jak ja przyjaciela...